Dornie

Dornie
Tuż pod Eilean Donan Castle

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Islandia - wodospad Seljalandsfoss, Skogafoss i Thakgil


Þakgil
25 lipca 2016 r. 

I znowu pogoda zmusza nas do zmieny naszych planów... Miał być drugi dzień wędrówki po tęczowych górach Landmannalaugar, a tu poranek wita nas deszczem...

Ruszamy więc dalej w poszukiwaniu pogody i pięknych krajobrazów. Po 3 godzinach docieramy do wodospadu Seljalandsfoss. 












Wodospadów na Islandii jest całe mnóstwo, ale ten jest szczególny. Można przespacerować się ścieżką w skale za spływającymi strugami wody


Ścieżka za wodospadem
Za wodospadem





Kolejny wodospad Skogafoss można podziwiać z dwóch perspektyw - bez wysiłku -  z dołu oraz z góry, jeżeli tylko mamy ochotę pokonać prowadzące tam drewniane schody.


Na dość zatłoczonym parkingu przy wodospadzie mamy okazję przekonać się o uczciwości tubylców i turystów. 


Przez totalną nieuwagę zostawiamy otwarte na oścież drzwi samochodu z całym naszym dobytkiem w tym z leżącym na wierzchu laptopem... Oczywiście nic nie zginęło.
Islandia to najbezpieczniejsze państwo świata!

Ponad wodospadem Skogafoss

Kolejne piękne miejsce podziwiamy z drogi. To góry pokryte lodowcem










Z okolic Kirkjufjara Beach podziwiamy niesamowite bazaltowe formacje skalne

Widok na wulkaniczne skały Dyrholaey.






W oddali widać bazaltowe klify Reynisdrangar.





Widok na plażę -
Reynisfjara, która pokryta jest czarnym piaskiem. Na drugim końcu plaży znajduje się mała bazaltowa jaskinia Halsanefshellir, którą dodatkowo rozsławiły kręcone tam zdjęcia do 7 sezonu "Gry o Tron".

Dochodzi godzina 19- ta. Z drogi widzimy nasz kemping pięknie położony pod pionową ścianą. Ale to jeszcze nie czas na odpoczynek. Przed nami jeszcze jedna dłuższa piesza wycieczka.

Thakgil to niesamowita kraina wąwozów i lodowców. Jest to miejsce niezbyt popularne turystycznie. Nie było go też w naszych dwóch przewodnikach. Trasę znalazłyśmy w angielskojęzycznym przewodniku z 55 wędrówkami po Islandii - polecamy wszystkim zakręconym na punkcie wędrówek (Iceland Rother Walking Guide)
Samochód zostawiamy na pustym parkingu w otoczeniu czarnych skał.





Po godzinie wędrówki dochodzimy do miejsca skąd widać ukryty 
w wąwozie kemping - Þakgil.  Miejsce z pewnością warte odwiedzenia i przenocowania, ale niestety nie ma go wśród kempingów dostępnych z kartą Camping Card.


Szlak prowadzi przez czarno-szaro-zielone wzgórza. Drogę ozdabiają różnokształtne skały. 










Szlak nie jest zbyt dobrze oznaczony i "zbyt dobrze" to eufemizm... Z pomocą przewodnika oraz telefonu z trasą w postaci GPX dochodzimy do celu, którym jest miejsce z widokiem na lodowiec Myrdalsjokull.




Lodowiec Myrdalsjokull


















Siadamy na kamieniach i w ciszy i spokoju podziwiamy ten monumentalny krajobraz. Z takiej błogości wyrywa nas huk odpadającego fragmentu lodowca... Wrażenie niesamowite!



Wracamy do samochodu już po północy. 

Do naszego kempingu w Vik mamy 20 km, czyli drogami interioru to minimum 40 min.
Znowu nocka zarwana, ale na Islandii szkoda nam czasu na sen. Wyśpimy się na promie :-)



Informacje praktyczne

Wycieczka w 
Thakgil :
Pokonana odległość - 15,5 km
Czas wycieczki około 4,5 h
Przewyższenie - ok. 500 m



sobota, 7 grudnia 2019

Islandia - Góry Landmannalaugar

Landmannalaugar
24 lipca 2016 r.

Budzimy się w górach Kerlingarfjöll. 
Dziś mamy w planach drugi dzień wędrówki po tym pięknym terenie z wejściem na dwa najwyższe szczyty: Snaekollur (1458 m) i Fannborg (1428 m).
Pierwszy dzień opisany TUTAJ


Dojeżdżamy na parking przy chatce Kastali i wyruszamy w góry mając nadzieję, że mgła i chmury wkrótce ustąpią.






Niestety pogoda tutaj  nie jest dla nas łaskawa...
Przez chwilę jeszcze dyskutujemy - czy iść, czy odpuścić i ruszyć dalej.





W nie najlepszych humorach ruszamy jednak w dalszą drogę, czyli w stronę gór Landmannalaugar.

To zaledwie 220 km, ale ponad połowę drogi trzeba pokonać drogami jak na zdjęciu obok, więc jedziemy ponad 5 godzin.



Wynagrodzeniem cierpień na wyboistej drodze są nieziemskie widoki :-)



Jeziorko z błękitną wodą robi niesamowite wrażenie w tym szarozielonkawym terenie.


Wygląda to, jakby woda zasilająca jeziorko wypływała z wnętrza ziemi.


W góry Landmannalaugar dojeżdżamy drogą F26 a później drogą F208. Te ostatnie 53 kilometry to prawdziwy koszmar.
Jednak Dacia Duster nie jest stworzona do jazdy w takim terenie, ale jakoś daje radę.

Robimy chwilę postoju, bo mamy dość podskoków i wibracji. Idziemy na spacer po okolicy, aby uspokoić zszargane nerwy ;)






Ostatnie kilometry to prawdziwa droga przez mękę. Dziury są tak duże, że trzeba je omijać, aby sobie czegoś nie urwać. Problem w tym, że dziur jest więcej niż drogi... 
Gdy docieramy w końcu do parkingu czujemy prawdziwą ulgę. Jest godzina 17.30. 

Droga na kemping, na którym planujmy spać wiedzie przez dwie rzeki... Owszem było w planach testowanie samochodu podczas przejazdu przez rzekę, ale ta rzeka jest - zbyt głęboka i do tego dość rwąca. Tchórzymy i zostajemy na nocleg na parkingu przed kempingiem. 


Gotujemy obiad i stwierdzamy, że pora jeszcze dość wczesna, więc warto jeszcze wyruszyć chociaż na krótki spacer.

Z paczką ciastek i termosem z ciepłą herbatą wychodzimy na szlak. Pogoda nie zachwyca, ale jak to na Islandii - jutro może być gorzej, więc działamy w myśl zasady "chwytaj dzień" ;)






Wchodzimy w Kanion Graenagil.
Przed nami kolorowy masyw wulkanu Brennisteinsalda (855 m).


Brennisteinsalda (855 m)

W oddali widzimy unoszące się kłęby dymy - to para z fumaroli z terenu geotermalnego.






 Wędrujemy jednym z najpiękniejszych szlaków trekkingowych świata, czyli trasą Laugavegur. Szlak prowadzi przez tęczowe góry Landmannalaugar do Thorsmork. Podczas wędrówki pokonuje się 55 km w czasie od 2 do 4 dni. My przechodzimy około 1/4 trasy. 

Dochodzimy do miejsca skąd widać pierwsze pole namiotowe na szlaku, w miejscu Hrafntinnusker. Kolorowe namiociki na prawie czarnej ziemi wyglądają zachwycająco. Ludzie już powoli układają się do snu, bo dochodzi północ... Trochę nas poniosło na tym naszym wieczornym spacerze :-)
Dochodzimy jeszcze pod  jaskinię lodową, żeby chociaż popatrzeć z daleka, bo latem zwiedzanie jaskiń ze względu na zbyt wysokie temperatury jest raczej niemożliwe.


Jeszcze chwilę siedzimy i napawamy się widokiem "dymiącej krainy", która kojarzy nam się z mrocznym Mordorem.
Zjadamy po ostatnim ciastku i popijamy resztką herbaty, której objętość zwiększałyśmy w drodze wrzucając do niej śnieg. Wracamy na parking około 2 w nocy. Może nie jest zupełnie ciemno, ale na nierównej ścieżce przydałaby się lepsza widoczność.

Cała nasza trasa to około 24 km.
To był dobrze wykorzystany dzień :-)

czwartek, 5 grudnia 2019

Małołoczniak i Kopa Kondracka - 1 grudnia 2019

1 grudnia 2019 r.

Wycieczkę na Małołączniak (2096 m) rozpoczynamy z parkingu przy Dolinie Małej Łąki (Gronik)
Nasza trasa: 

- szlakiem niebieskim - Doliną Małej Łąki na przełęcz -  Przysłop Miętusi (1189 m)


- dalej niebieskim szlakiem na Małołączniak (2096 m)

Oczywiście najciekawszy odcinek szlaku to przejście 
Kobylarzowym Żlebem. Warunki bardzo dobre - łańcuchy widoczne i zero lodu.































Po wyjściu ze żlebu na Czerwony Grzbiet pokazuje nam się Giewont. Najpierw jako malutka, niepozorna skałka, ale z czasem nabiera wysokości i dostojności. 




Małołączniak (2096 m)


Ze szczytu widoki przecudne - dzisiaj jest wyjątkowo dobra przejrzystość powietrza.  








- czerwonym szlakiem na Kopę Kondracką (2005 m)





Kopa Kondracka (2005)











Zejście z Kopy K. w kierunku Giewontu




- żółtym szlakiem zejście na Kondracką Przełęcz (1725 m)




- żółtym szlakiem Doliną Małej Łąki powrót do parkingu

Suma podejść - 1351 m
Pokonana odległość - 14,5 km

Czas przejścia z postojami - 6 h 40 min.