4 lipca 2019 r.
Budzimy się na plaży Mjelle (o noclegu na plaży więcej TUTAJ).
Dzisiaj rozpoczynamy drogę powrotną do domu. Do celu ponad 3300 km, 37 godzin czystej jazdy, czyli za 2-3 dni będziemy w domu ;-).
Ale zanim zaczniemy podróż, pożegnamy się z Norwegią wchodząc jeszcze na jeden szczyt.
Pogoda próbuje nas zniechęcić do wędrówki.
Chociaż nie mamy większych nadziei na spektakularne widoki - wychodzimy jednak na szlak. Na szczęście tylko lekko pada i to nie cały czas, a mgła sprawia, że krajobrazy są mega klimatyczne.
Początek trasy to dość strome wchodzenie na płaskowyż. Później przez większą część trasy idziemy praktycznie po płaskim terenie, który urozmaicają mniejsze i większe jeziorka. Czasami, gdy wiatr przewieje chmury, widzimy cel naszej wycieczki.
Po chwili odkrywają się widoki. Raz z jednej, raz z drugiej strony.
Po zejściu na parking pakujemy się do samochodu i jadąc już w kierunku Polski szukamy jeszcze ekskluzywnego noclegu, co w naszym przypadku oznacza jakiś przytulny i suchy domek kempingowy z możliwością wykąpania się. Chcemy zregenerować siły, aby wystarczyło ich na ponad dwudniowy powrót do rzeczywistości.
Znajdujemy tanią miejscówkę na kempingu Fauske - domek czteroosobowy za 400 NOK (niecałe 180 zł), ale raczej nie polecamy. W domku było czysto, ale trochę przeszkadzał zapach stęchlizny. W każdym razie po powrocie do domu trzeba było porządnie wietrzyć śpiwory...
Jak zwykle do Polski wracamy przez Szwecję, gdzie na pustych drogach spotykamy leniwie przechadzające się renifery.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz