
Trasa jak najbardziej nam znana, ale zimą i to o wchodzie słońca - to był nasz pierwszy raz ;-)


Klimat cudowny - nie do opisania, tylko zimno daje się we znaki.

Obserwujemy jak słońce zaczyna oświetlać kolejne szczyty - na zdjęciu obok Wołowiec - cel naszej wędrówki.

Robimy wspólne zdjęcie na szczycie i szybkim krokiem zmierzamy w stronę Kończystego Wierchu.



Na Kończystym Wierchu (2002) robimy tradycyjne zdjęcie w wyskoku - no niestety nie wszystkim udało się zgrać z samowyzwalaczem aparatu... ;-)

Idziemy w kierunku Jarząbczego Wierchu (2137m). Teren robi się coraz ciekawszy ale i trudniejszy. Zbity przez wiatr śnieg tworzy twarde płaty, a spore przepaście po obu stronach nie pozostawiają wątpliwości - czas założyć raki.
Na szczycie spotykamy pierwszych turystów - idą tą samą trasę co my tylko w przeciwnym kierunku. Wymieniamy się informacjami - okazuje się, że dalej też "dmucha" i to ponoć całkiem sporo...
Mocniej zaciągamy kaptury na twarz i zmierzamy w stronę Łopaty (1958m).
Na zdjęciu obok widok z Łopaty na Jarząbczy,
poniżej na Wołowiec
i Rohacze.

W Dolinie Jamnickiej zauważamy olbrzymie stado kozic (zastanawiamy się czy to słowackie, czy nasze zawędrowały do sąsiadów w poszukiwaniu jedzonka ;-)) Liczymy... - 16 sztuk to najliczniejsze stadko, jakie dane nam było zobaczyć w Tatrach.
Na zdjęciu udało się utrwalić tylko przedstawicieli tego ogromnego stada.
Wołowiec (2064m) tuż tuż...

Tylko męską część ekipy rozpiera jeszcze energia...


Wołowiec jest popularnym szczytem - tutaj spotykamy już więcej turystów. Zajmujemy miejsce, które chroni nas przed wiatrem i rozkoszujemy się widokami...

i robimy ostatnie zdjęcia.
Całość trasy (z parkingu na parking) zajęła nam sporo, bo aż 13 i pół godziny, ale nie da się iść szybko, gdy TAKIE cudowne krajobrazy wkoło ;-)