Senja

Senja
Husfjellet - Senja - Norwegia

niedziela, 27 grudnia 2015

Zbójnicka Chata 20.12.2015



Prognozy się sprawdziły, lazurowe niebo i słoneczko oświetlające gęste mgły, zalegające nad Starym Smokowcem - czego można chcieć więcej?:) Kilka minut po godz 8 meldujemy się na parkingu,  zabieramy plecaki i w góry..








Według znaków do Zbójnickiej Chaty (1960m.n.p.m) mamy
3h 50 min. drogi. Początek trasy wiedzie wzdłuż kolejki szynowej-  opcja dla leniwych- 8 euro wyjazd :) My jednak wybieramy inną wersję:)






Na szlaku trochę śniegu, miejscami ślisko, ale podejście nie wymaga zakładania raków.


"Morze mgieł"- taki krajobraz towarzyszył nam podczas całej wycieczki.









Po 3h 10 min. docieramy do schroniska i tam robimy krótką przerwę. Chcieliśmy spróbować szarlotki, ale niestety nie było, natomiast poprzez małe nieporozumienie dostajemy przysmak słowacki- buchty z czekoladą- bardzo dobry zresztą:)


Zaczęło się robić dość tłoczno w Zbójnickiej, dlatego dość szybko zbieramy się i wracamy.
Na zejście jednak raki są konieczne.







Takimi widokami rozkoszowaliśmy się podczas zejścia:)


Całkowity czas wycieczki ok. 7h.

czwartek, 24 grudnia 2015

Kozi Wierch - 23 grudnia 2015



Po południu 22 grudnia w drodze do Palenicy Białczańskiej zachwycamy się pięknym widokiem gór i błękitnym niebem... Niestety im bliżej jesteśmy gór, tym mniej je widać… a w końcu całe zostają przykryte szarymi chmurami…
Po godzinie 16 dojeżdżamy do parkingu i zaczyna się już lekko ściemniać.  Pan parkingowy, prawie się przeżegnał, gdy usłyszał, że wybieramy się do Schroniska w Pięciu Stawach… ;-)

Po 25 minutach dochodzimy do Wodogrzmotów Mickiewicza
i zakładamy to co niezbędne, czyli czołówki i raczki.
Dolina Pięciu Stawów nocą
 Szlak do Pięciu Stawów prawie cały pokryty jest lodem
i śniegiem. Po chwili marszu zaczyna towarzyszyć nam delikatny deszczyk – na szczęście jeszcze nie wieje… 



Klimat jest cudowny – cisza, spokój… Co jakiś czas wyłączamy czołówki, żeby chłonąć nocną tatrzańską atmosferę – szczyty wydają się jeszcze potężniejsze, a człowiek czuje się taki malutki…

50 metrów przed schroniskiem sprawdzają się prognozy meteorologów i dopadają nas mocne podmuchy wiatru.
Schronisko w Pięciu Stawach

W schronisku pustki- razem z nami 12 osób, z czego 8 to Litwini – tyle osób było na jadalni. 






 



Rano 23 grudnia wychodzimy na szlak o godzinie 6.30. Nie jest już ciemno, ale pierwsze promienie słoneczne zobaczymy dopiero gdzieś za godzinę. 


 
Teraz mamy okazję obserwować to co najpiękniejsze, czyli zmieniające się barwy na niebie, które tworzą piękne tło dla tatrzańskich szczytów.


Dość mocno wiejący, ciepły halny szybko roztapia lód i zmiękcza śnieg na szlakach. Podczas wędrówki często zapadamy się po kolana – chyba czas przejść na dietę ;-)


Po 25 minutach dochodzimy  do czarnego szlaku na Kozi Wierch. Śnieg na szlaku raczej miękki, tylko ostatni fragment podejścia lekko zmrożony.


 


Jak widać na zdjęciach po wystającej trawie i kamieniach - śniegu nie jest dużo.







Tuż przed szczytem...





















 Po 1 h i 40min. podejścia stajemy na grani i wielki podmuch wiatru zmusza nas do przyklęknięcia…
 

 
Odczekujemy chwilę, aż wiatr się trochę uspokoi i idziemy w kierunku szczytu. 

Na zdjęciu obok ostatni fragment drogi - przechodzimy go ostrożnie i stajemy na szczycie :-)

 
Kozi Wierch - 2291 m
Na zdjęciach poniżej widoki ze szczytu.


W dole Czarny Staw Polski (teraz zupełnie biały ;-)) i fragment Wielkiego Stawu P.
Na horyzoncie po prawej Krywań (2496m)



 Widok w stronę Tatr Wysokich oraz na Dolinę Pięciu Stawów.
Najwyższe tatrzańskie szczyty prezentują się rewelacyjnie - pośrodku Gerlach (2665m), Rysy (2503m), Wysoka (2565m)

Widok na zachód - najwyższy widoczny szczyt pośrodku- Świnica (2301m)





Widoki są cudowne. Patrzymy na najbardziej uczęszczane szczyty – Kościelec, Granaty, Świnica -nigdzie nie widać żywej duszy, nawet na Kasprowym pusto…


Na szczycie nie spędzamy zbyt dużo czasu – wiatr nas skutecznie stamtąd przegania.

Początek zejścia wymaga większej uwagi i skupienia - choć zdjęcie tego w ogóle nie oddaje - naprawdę jest tam stromo...



Podczas zejścia spotykamy 6 podchodzących turystów.


 



W dolinie trochę ze smutkiem patrzymy jak z godziny na godzinę ubywa śniegu, a stawy ani myślą zamarzać...
Czy to na pewno grudzień....???





W schronisku, w którym nadal raczej pusto, robimy krótką przerwę.

Początek czarnego szlaku od schroniska do Doliny Roztoki

Podczas zejścia Doliną Roztoki spotykamy sporo podchodzących turystów. Większość przygotowana na zimowe warunki, ale zdarzają się też osoby próbujące dotrzeć do schroniska bez raków, raczków czy nawet kijków… Kilka osób mając problem z utrzymaniem równowagi już na początku szlaku pyta nas, jak to wygląda dalej. Po otrzymaniu informacji, że dalej jest jeszcze gorzej i bez raczków nie dadzą rady – mimo wszystko postanawiają iść dalej. Ciekawe, jak im poszło.


Kolejny udany zimowy wypad za nami. Mamy nadzieję, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i wkrótce na szczytach pojawi się świeży, biały puch! :-)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świnica - 19 grudnia 2015

W Zakopanem śniegu nie widać, jednak wystarczy znaleźć się na wysokości powyżej 1500 m n.p.m, żeby poczuć zimę, a na wysokości ok. 2000 - to już prawdziwie zimowe  szaleństwo :-)

Z Kuźnic na Kasprowy Wierch wyruszamy po godzinie 8.00 - dość późno jak na wyjście w góry, ale planujemy podziwiać zachód słońca nad Tatrami, więc aż tak bardzo nam się nie spieszy.
Poranek szarobury, lekko mży i słońca nie widać, ale prognozy były dobre, więc ruszamy pełni nadziei :-)
Po przejściu około 1 km szlak robi się nieprzyjemnie śliski. Wydeptana ścieżka pokryta jest sporą warstwą lodu i trudno znaleźć miejsce na postawienie stopy...

I tutaj pierwszy raz zakładamy świeżo zakupione mini raczki, które okazały się rewelacyjnym patentem na takie właśnie warunki! 

Maszerując wyliczamy same plusy tego sprzętu:
- stopa nie męczy się tak jak w rakach, bo raczki pracują razem z butem,
- szybko się je zakłada i ściąga (jakieś 20 sekund),
- są lżejsze od raków (waga 540g)
- przejście po kamienistym fragmencie szlaku (bez śniegu i lodu) nie jest problemem, jak w przypadku zwykłych raków.


Polecamy raczki do bezpiecznych przejść do schronisk, czy na często uczęszczanych szlakach, gdzie zwykle zalega lód. Oczywiście na nie jest to dobra opcja do zdobywania szczytów... ;-)

Już na Myślenickich Turniach z mgieł i chmur zaczynają wyłaniać się piękne widoki.
 
Urzekł nas Giewont - Śpiący Rycerz w puchowej pościeli... ;-)




 


Chmury przelewające się nad Goryczkowymi przełęczami i szczytami wyglądają zjawiskowo. Przyspieszamy kroku, bo chcemy podziwiać to zjawisko jeszcze z Kasprowego...



Po stronie słowackiej nadal morze chmur - tam chyba musi odbywać się cała produkcja... ;-)



 

Po naszej stronie już prawie "czysto", więc wzrok sam ucieka na tereny sąsiadów.



Na Kasprowym chwila przerwy na odpoczynek, posiłek
i oczywiście na zdjęcia.
 
Ruszamy w kierunku Świnicy. W drodze na Beskid (2012 m) mijamy spore grupy turystów, którzy po wyjściu z kolejki nie mogą uwierzyć, ze TU taka zima!

Na Świnickiej Przełęczy (2051m) zmieniamy raczki na raki oraz kijki na czekany i rozpoczynamy podejście. 
 
Na trasie sporo turystów, są to głównie kursanci z instruktorami. 

Po drodze  otrzymujemy wskazówki od schodzących sympatycznych turystów, które podejście jest najlepsze. 


Wejście strome, wymaga ostrożności
i uwagi, ale dziś nie było bardzo trudno, mimo że śnieg uciekał czasami spod stóp...


Na szczycie dość tłoczno - grupa kursantów, my oraz Adam z Ulą (obiecujemy przesłać zdjęcia ;-))

Widok ze Świnicy na oświetloną słowacką stronę.

Po chwili kursanci rozpoczynają zejście, a my jeszcze chwilę rozkoszujemy się widokami ze szczytu.

 

Świnicka Przełęcz (2051 m )

Początkowo był plan zejścia do Murowańca czarnym szlakiem od Świnickiej Przełęczy, jednak  nawis śnieżny skutecznie nas zniechęcił...
Na zdjęciu obok - kursanci próbujący zejść z pomocą liny.

Idziemy w kierunku Przełęczy Liliowe. Słońce jest już dość nisko.
Robimy przerwę na kanapkę i ciepłą  herbatę.
W towarzystwie jeszcze dwóch sympatycznych turystów z okolic Bielska czekamy na zachód słońca ;-)





 Zachód oczywiście cudowny - nic dodać, nic ująć...









Klimat po zachodzie też wspaniały... Tylko zaczyna się błyskawicznie ochładzać i oczywiście ściemniać, więc nie zwlekając zbyt długo schodzimy zielonym szlakiem do Doliny Gąsienicowej.

Przełęcz Liliowe tuż po zachodzie słońca
Przełęcz Liliowe




W drodze do Murowańca


























A pod schroniskiem wita nas upiorny bałwanek. Trochę przypomina nam surykatkę - może to ze zmęczenia... ;-)

To był cudowny dzień!