Dornie

Dornie
Tuż pod Eilean Donan Castle

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świnica - 19 grudnia 2015

W Zakopanem śniegu nie widać, jednak wystarczy znaleźć się na wysokości powyżej 1500 m n.p.m, żeby poczuć zimę, a na wysokości ok. 2000 - to już prawdziwie zimowe  szaleństwo :-)

Z Kuźnic na Kasprowy Wierch wyruszamy po godzinie 8.00 - dość późno jak na wyjście w góry, ale planujemy podziwiać zachód słońca nad Tatrami, więc aż tak bardzo nam się nie spieszy.
Poranek szarobury, lekko mży i słońca nie widać, ale prognozy były dobre, więc ruszamy pełni nadziei :-)
Po przejściu około 1 km szlak robi się nieprzyjemnie śliski. Wydeptana ścieżka pokryta jest sporą warstwą lodu i trudno znaleźć miejsce na postawienie stopy...

I tutaj pierwszy raz zakładamy świeżo zakupione mini raczki, które okazały się rewelacyjnym patentem na takie właśnie warunki! 

Maszerując wyliczamy same plusy tego sprzętu:
- stopa nie męczy się tak jak w rakach, bo raczki pracują razem z butem,
- szybko się je zakłada i ściąga (jakieś 20 sekund),
- są lżejsze od raków (waga 540g)
- przejście po kamienistym fragmencie szlaku (bez śniegu i lodu) nie jest problemem, jak w przypadku zwykłych raków.


Polecamy raczki do bezpiecznych przejść do schronisk, czy na często uczęszczanych szlakach, gdzie zwykle zalega lód. Oczywiście na nie jest to dobra opcja do zdobywania szczytów... ;-)

Już na Myślenickich Turniach z mgieł i chmur zaczynają wyłaniać się piękne widoki.
 
Urzekł nas Giewont - Śpiący Rycerz w puchowej pościeli... ;-)




 


Chmury przelewające się nad Goryczkowymi przełęczami i szczytami wyglądają zjawiskowo. Przyspieszamy kroku, bo chcemy podziwiać to zjawisko jeszcze z Kasprowego...



Po stronie słowackiej nadal morze chmur - tam chyba musi odbywać się cała produkcja... ;-)



 

Po naszej stronie już prawie "czysto", więc wzrok sam ucieka na tereny sąsiadów.



Na Kasprowym chwila przerwy na odpoczynek, posiłek
i oczywiście na zdjęcia.
 
Ruszamy w kierunku Świnicy. W drodze na Beskid (2012 m) mijamy spore grupy turystów, którzy po wyjściu z kolejki nie mogą uwierzyć, ze TU taka zima!

Na Świnickiej Przełęczy (2051m) zmieniamy raczki na raki oraz kijki na czekany i rozpoczynamy podejście. 
 
Na trasie sporo turystów, są to głównie kursanci z instruktorami. 

Po drodze  otrzymujemy wskazówki od schodzących sympatycznych turystów, które podejście jest najlepsze. 


Wejście strome, wymaga ostrożności
i uwagi, ale dziś nie było bardzo trudno, mimo że śnieg uciekał czasami spod stóp...


Na szczycie dość tłoczno - grupa kursantów, my oraz Adam z Ulą (obiecujemy przesłać zdjęcia ;-))

Widok ze Świnicy na oświetloną słowacką stronę.

Po chwili kursanci rozpoczynają zejście, a my jeszcze chwilę rozkoszujemy się widokami ze szczytu.

 

Świnicka Przełęcz (2051 m )

Początkowo był plan zejścia do Murowańca czarnym szlakiem od Świnickiej Przełęczy, jednak  nawis śnieżny skutecznie nas zniechęcił...
Na zdjęciu obok - kursanci próbujący zejść z pomocą liny.

Idziemy w kierunku Przełęczy Liliowe. Słońce jest już dość nisko.
Robimy przerwę na kanapkę i ciepłą  herbatę.
W towarzystwie jeszcze dwóch sympatycznych turystów z okolic Bielska czekamy na zachód słońca ;-)





 Zachód oczywiście cudowny - nic dodać, nic ująć...









Klimat po zachodzie też wspaniały... Tylko zaczyna się błyskawicznie ochładzać i oczywiście ściemniać, więc nie zwlekając zbyt długo schodzimy zielonym szlakiem do Doliny Gąsienicowej.

Przełęcz Liliowe tuż po zachodzie słońca
Przełęcz Liliowe




W drodze do Murowańca


























A pod schroniskiem wita nas upiorny bałwanek. Trochę przypomina nam surykatkę - może to ze zmęczenia... ;-)

To był cudowny dzień!
 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz