Dornie

Dornie
Tuż pod Eilean Donan Castle

niedziela, 18 grudnia 2016

Islandia - Godafoss, Sulur.

16 lipca 2016 r. 

Wodospad Godafoss znajduje się tuż przy drodze nr 1, dlatego też warto być tam wcześniej, jeżeli nie chcemy oglądać wodospadu w tłumie ludzi. 


 
My jesteśmy tam ok. godziny 8 i jest już parę samochodów, a po chwili dojeżdżają autobusy i ludzi jest już sporo..



 



Do wodospadu można dojść wzdłuż jednego lub drugiego brzegu rzeki. My polecamy oba dojścia. Prawą stroną dochodzimy bliżej progu wodospadu (tam też znajduje się parking, dlatego jest tam więcej ludzi), natomiast z lewej można dojść (ok. 500 m) do miejsca, gdzie spadają wody wodospadu.


Nazwa Godafoss oznacza wodospad bogów.  Po przyjęciu chrześcijaństwa to tutaj wrzucono posągi pogańskich bogów.





Od wodospadu jedziemy drogą nr 1 - 52 km- do stolicy północy, czyli miasta Akureyri. Jest to czwarte co do wielkości miasto Islandii. Liczy 18 tys. mieszkańców. My zatrzymujemy się w nim tylko w celu zrobienia zakupów. Zapasy żywności uzupełniamy w sklepach Bonus, w których ceny są do przyjęcia, ale więcej o cenach jedzenia napiszemy w innym poście.

Niedaleko Akureyri (5km) mamy zaplanowane wyjście na szczyt Sulur. Szczyt nie  jest wysoki, bo ma zaledwie 1120m, ale trzeba pokonać 800 m przewyższenia i przejść 11 km w obie strony.

 
Gdy podjeżdżamy na parking górna część szczytu jest spowita mgłą, ale licząc na poprawę widoczności zaczynamy wędrówkę. Szlak jest dość dobrze oznaczony.


W miarę zdobywania wysokości trawa ustępuje miejsca śnieżnym płatom. Śnieg jest miękki, więc wędruje się dobrze.
Końcówka podejścia na szczyt jest dość stroma, nawet śnieg się tutaj nie utrzymuje...
Sulur - 1120m n.p.m.


Niestety mgła nie odpuszcza i ze szczytu nie ma żadnych widoków.








Gdy dochodzimy do parkingu zaczyna się wypogadzać i nawet ukazuje nam się cały szczyt. 
Na parkingu gotujemy obiad, czyli tradycyjnie makaron z jakimś sosem z torebki. Posiłek smakuje niebiańsko, głównie dlatego, że jest ciepły :-) 
Gdy wsiadamy do samochodu pogoda jest już zupełnie inna... Błękitne niebo zachęca nas do zmiany planów. Postanawiamy zjechać z drogi nr 1 i odwiedzić półwysep trolli, czyli Trollaskagi.

Na drodze spotykamy hasające koniki. Wszystkie samochody grzecznie się zatrzymują, aby konie mogły bezpiecznie przebiec.

Do odwiedzenia półwyspu Trollaskagi zachęciły nas opisy w przewodnikach, mówiące o malowniczej okolicy i alpejskich widokach.

 


Droga jest naprawdę piękna widokowo. Zatrzymujemy się na miejscu postojowym przy zatoce. Jest pusto, cicho, spokojnie... Aż dziw, że w tak pięknym miejscu nie ma w ogóle ruchu. Warto zjechać z "jedynki"... :-)

Dwoma długim tunelami dojeżdżamy do miasteczka Siglufjörður, położonego w bardzo malowniczym miejscu. 



 

Śpimy na kempingu przy porcie w ramach karty Camping Card, o której pisałyśmy w poście z dnia drugiego.
Kemping jest mocno oblegany, ale udaje nam się znaleźć kawałek miejsca na postawienie naszej Daci- camper. Na postawienie namiotu nie byłoby szans. Wieczorem idziemy na spacer po miejscowości, nasze zainteresowanie wzbudzają zabudowania. Domy są niespotykanie skromne i małe, a stoją przy nich samochody niewiele mniejsze od domów...

Informacje praktyczne:

Wyjście na szlak - szczyt Sulur - parking - 65.657281, -18.171715 
Kemping przy porcie - Camping Card -  66.150232, -18.909961

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz