Senja

Senja
Husfjellet - Senja - Norwegia

wtorek, 16 czerwca 2015

Austria - ferraty - dzień trzeci

Ferrata Tonisteig


Na trzeci dzień czerwcowych ferrat zaplanowaliśmy trasę o niedużych trudnościach B/C.
W miejscowości Wörschach podjeżdżamy stromą i krętą drogą do parkingu na wysokość około 1100 m.
Nasz dzisiejszy szlak znajduje się w Górach Martwych (Totes Gebirge) i prowadzi na szczyt Hochtausing (1823 m).

Początkowo nasza trasa prowadzi leśną drogą oraz łąką - podziwiamy cel naszej wędrówki z daleka...
Po godzinie dochodzimy do dość stromego i nieubezpieczonego odcinka - korzenie służą nam za asekurację i cieszymy się, że nie będziemy schodzić tą śliską ścieżką.

 


Podchodzimy  ferratą o trudnościach B - tylko miejscami ubezpieczoną, ale dostarczającą pięknych widoków. 



 










 
 








 











Na szczycie znajdujemy zacienioną wnękę i robimy dłuższą przerwę oraz kilka zdjęć pobliskich szczytów oraz naszych twarzy... ;-)


Zejście mamy zaplanowane ferratą Tonisteig, ale znalezienie jej początku okazało się nie takie łatwe... Jakichkolwiek oznaczeń brak... Wydeptaną ścieżką zmierzamy wśród kosówek - po drodze napotykamy zwalone drzewo i... okazuje się, że to wyjście z dróg wspinaczkowych... Po chwili znajdujemy nasze zejście - ferratę Tonisteig - dla wchodzących jej koniec z książką wejść - tradycyjnie wpisujemy siebie oraz osoby, które chciałyby tutaj być, ale z różnych powodów nie mogły ("obecne duchem..."). 


Zejście nie jest bardzo wymagające, ale drabinki i stalowe liny wymagają nieco skupienia...






Ferrata Tonisteig
Ferratę Tonisteig można polecić każdemu, kto nie ma problemu z lękiem wysokości.
Główny problem tej ferraty polega na tym, że ferratą trzeba zejść, a to jest zawsze trudniejsze niż wejście...









 

Po drodze spotykamy wędrujących Austriaków  -średnia wieku ponad 60 lat - podziwiamy hart ducha i kondycję... 


Schodzimy do hali Schneehitzalm i rozkoszujemy się sielskimi krajobrazami - mamy wrażenie, że cofnęliśmy się do początku ubiegłego wieku...
A kubeczek ze świnką przy wodopoju naprawdę nas zachwycił... ;-)


 


niedziela, 14 czerwca 2015

Czerwcowe ferraty - dzień drugi

Ferrata Kaiser-Franz-Josef Klettersteig

Piękna ferrata z emocjami, w uroczy, słoneczny dzień, z cudownymi widokami...
Tak pokrótce można podsumować nasz drugi dzień ferratowego wyjazdu ;-)



 
Ferrata Kaiser-Franz-Josef, zwana przez nas pieszczotliwie "Józkiem", była nam dobrze znana, a przynajmniej jej początek... Pierwszą ścianę "Józka" zaliczyliśmy we wrześniu 2014 r. oraz w maju tego roku. Po pierwszym spotkaniu z tą ferratą o trudności D/C wiedzieliśmy już, że musimy się do niej przygotować - 3 i pół godziny wejścia i 770 m przewyższenia wymagało trochę siły ramion i kondycji ogólnej ;-) Co prawda poszczególne odcinki ferraty są ponumerowane od 1do 10 i w razie potrzeby można podać swoje położenie służbom ratowniczym, ale woleliśmy nie sprawdzać umiejętności austriackich ratowników ;-)
 
Pierwsza ścianka ferraty
Po przejściu pierwszego fragmentu, który naszym zdaniem jest jednym z trudniejszych (to ze względu na długość, ekspozycję i w dużej części przewieszoną ścianę) idziemy leśną ścieżką (tym razem mijamy obojętnie zejście awaryjne, wykorzystane już przez nas dwukrotnie ;-)) i dochodzimy do nieznanych nam części ferraty.
 


















Z ciekawością i odrobiną niepewności (co nas tam czeka...?) rozpoczynamy dalszą wędrówkę. Początek to łatwe obejście grzbietu skalnego, a następnie wspinanie po klamrach i  prętach.


Co jakiś czas znajdujemy miejsca na odpoczynek i podziwianie widoków - trzeba przyznać, że "Józek" oferuje naprawdę cudowne krajobrazy. Obserwujemy jak jezioro Leopoldsteiner See, spod którego ruszyliśmy w góry, robi się coraz mniejsze...


   Od wysokości ok. 1100 m rozpoczyna się kluczowy odcinek - pokonujemy tutaj długą,  stromą ścianę z podwójnym rzędem prętów.



Na wysokości 1200 m robimy dłuższy odpoczynek i zaznaczamy swoją obecność w tym pięknym miejscu wpisując się do książki wejść, która znajduje się w podwójnej metalowej skrzynce.

Do dwóch ostatnich fragmentów dochodzimy leśną ścieżką, a następnie trawiastym zboczem.

 Słońce dogrzewa niemiłosiernie - dziękujemy niebiosom za małą chmurkę, która na 10 sekund przyniosła nam ulgę...




9-ty fragment rozpoczyna się efektownym, ale raczej łatwym trawersem po prętach. 
Następnie grzbietem grani dochodzimy do ostatniego trudniejszego fragmentu (D), gdzie siła ramion zdecydowanie się przydaje...

Ostatni dość trudny fragment
Ostatni fragment - widok z góry



 Most linowy na końcu ferraty prowadzi donikąd, ale dostarcza wspaniałych wrażeń i nieco emocji - głównie przy wejściu na most.
Przejście ferraty Kaiser- Franz-Josef dało nam mnóstwo satysfakcji. Okazało się, że owszem jest trudna, ale nie aż tak bardzo jak się spodziewaliśmy. 

Piękna pogoda zachęciła nas do powrotu na parking nad jeziorem dłuższą drogą przez szczyt Hochblaser (1771 m).




 





Dzikiej radości dostarczyła nam napotkana na szlaku łata śniegu - w trzydziestostopniowym upale bitwa na śnieżki to prawdziwa frajda! :-)
 
Ostatni fragment naszego szlaku przebiegał wzdłuż potoku i jeziora Leopoldsteiner See. Z wielką radością wymoczyliśmy nasze zmęczone i rozgrzane stopy w krystalicznie czystym potoczku - idealne zakończenie idealnego dnia!

czwartek, 11 czerwca 2015

Czerwcowe ferraty - dzień pierwszy

               Ferrata Teufelsbadstubensteig

Tradycyjnie wyruszamy z Polski bardzo wczesną porą, czyli około pierwszej w nocy. Po 7 godzinach (w tym krótka drzemka w samochodzie na Słowacji) docieramy do Doliny Höllental w masywie Rax.
Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy krótką trasę (ok. 4 godz.) podczas której przechodzimy łatwą ferratę (B) - Teufelsbadstubensteig



W drodze do ferraty
 Droga nie przysparza praktycznie żadnych trudności, za to oferuje piękne widoki. Jeżeli ktoś nie ma problemu z chodzeniem po drabinach to bez obaw może wybrać się na tą trasę ;-).

 

 

Początek ferraty (zdjęcie obok) budził pewne obawy i wyglądał na dużo trudniejszy niż był. Przechodząc tą  ubezpieczoną stalową liną ścianę wchodzimy do "czarciego" kotła.
Nazwa ferraty
Teufelsbadstubensteig  oznacza Czarcią Łaźnię -więc można się było spodziewać diabelskich trudności w piekielnym upale, ale skończyło się tylko na tym drugim... ;-) 

Podczas dalszej trasy towarzyszą nam drabinki, które prowadzą do skalnej niszy.






W skalnej niszy

Pod koniec ferraty spotykamy niezbyt grzeczną kozicę, która najpierw pokazała nam język, później pobiegła w górę i zrzuciła na nas kamień... ;-) Ale nam kozice nie straszne - mamy kaski!
Ferrata kończy się na wysokości 1220 m. 
 

Wracamy drogą Wachthuttlkammsteig o trudności A/B - ubezpieczenia to przede wszystkim liczne drabinki. Podziwiamy otoczenie tej pięknej  doliny, po której ścianch poprowadzono dużo dróg wspinaczkowych - raj dla prawdziwych wspinaczy ;-)











poniedziałek, 8 czerwca 2015

Austria - Alpy - długi weekend czerwcowy

Cudowny długi weekend w Austrii już za nami... 
Relacje z górskich wypadów już niedługo (na razie trzeba znaleźć się w rzeczywistości "poweekendowej"... ;-)), a tymczasem zamieszczamy kilka zdjęć.