Dornie

Dornie
Tuż pod Eilean Donan Castle

sobota, 4 lutego 2017

Bieszczady skiturowo - dzień I

Bieszczady na nartach skiturowych, jest to dla nas nowość w zimowej eksploracji tego terenu.
Na dzień pierwszy, naszego dwu dniowego pobytu zaplanowaliśmy najwyższy szczyt Bieszczadów - Tarnice 1346 m.n.p.m. Ruszamy z parkingu z Wołosatego, pogoda wymarzona. Błękitne niebo na horyzoncie żadnej chmurki, jedyne co odrobinę studzi nasz zapał to temperatura - 25 stopni, jest rześko. Wychodząc z parkingu kierujemy się w prawo w stronę Ukrainy :) Po przejściu ok. 1 km zaczyna się niebieski szlak prowadzący bezpośrednio na Tarnicę. Podejście na początku nie sprawia żadnych problemów, dopiero
w lesie nieco się "usztywnia", a miejscami jest mocno oblodzone. Jednak dla tak doświadczonych turystów nie stanowi to problemu:) 


Początek niebieskiego szlaku na Tarnicę

















Opuszczamy las wychodząc na otwartą przestrzeń, z której widać nasz szczyt, poruszamy się po śladach innych narciarzy. Niestety na szlaku nie ma oznaczeń. Tuż pod szczytem (ok. 50 m) teren staje się bardzo stromy i nie pozostaje nic innego jak podejść pieszo, bez nart. Stanowi to spory problem, ponieważ śnieg jest przewiany, a pokrywa łamliwa. Po około 20 min udaje się pokonać ten odcinek.







Podejście zaraz przed szczytem Tarnicy


Tarnica



















Po krótkiej przewie ruszamy w kierunku Krzemienia (1335 m n.p.m.).  Zjazd na samym początku nie należy do najprzyjemniejszych z powodu wystąpienia tzw. szreni łamliwej. Dla nie zorientowanych: szreń łamliwa jest to rodzaj cienkiej warstwy lodu  na tyle wytrzymałej, że nie łamie się przy jeździe na wprost, ale przy kantowaniu i skrętach.  Od tego momentu jazda na łamliwej szreni przestaje być przyjemnością, a zaczyna być walką
o przetrwanie.





Spacer po.. nartę :)





Później jest już znacznie lepiej. Kolejnymi szczytami, które zdobywamy są Kopa Bukowska (1320 m n.p.m) i Halicz (1333 m n.p.m). Podejścia są łagodne i przyjemne i nie sprawiają najmniejszych kłopotów.

Zjazd z Kopy Bukowskiej




Widok z Halicza

Ostatnim szczytem do jakiego dotarliśmy jest Rozsypaniec (1262 m n.p.m), oznacza to najdłuższy zjazd dzisiejszego dnia:) Sam zjazd nie należy do najbardziej stromych, miejscami trzeba wspomagać się kijami, jest on jednak miłym akcentem tego emocjonującego dnia.


     
Zjazd z Rozsypańca



Ostatnia prosta :) przed Wołosatym..

Końcowy odcinek ok. 3-4 km, teren staje się całkowicie płaski, po niecałej godzinie docieramy na parking. Zachodzące słońce oznacza dobrze wykorzystany dzień, temperatura bez zmian - 25 stopni :)



Cała trasa uwzględniając liczne przerwy na zdjęcia i posiłki ( bez  pośpiechu) zajęła  8 godz.. Myślę, że w dobrym tempie bez zbędnych odpoczynków można przejść tę trasę w ok. 6 -7 godz. przy dobrej pogodzie.





3 komentarze :

  1. jak tam przepięknie! Tarnicę musimy zdobyć do Korony Gór Polski i coraz bardziej skłania mnie mysl zeby zrobic to zima - cudowne widoki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Skitury nie dają mi spokoju. W Żywieckim tydzień temu mnóstwo ludzi się w to bawiło. Ja nigdy nie próbowałem i nie wiem nawet, czy to łatwe czy trudne.

    Piękna Tarnica :) jak i reszta fotek. Fajna wyprawa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli jeździsz dobrze na nartach zjazdowych na pewno sobie poradzisz. Sama technika jest nie co inna, na początek dobrze przypomnieć sobie pług i ześlizg to podstawowe techniki na wąskich oblodzonych zjazdach. Jazda w puchu to prawdziwa przyjemność... warto spróbować :)
    Pozdrawiam
    Konrad

    OdpowiedzUsuń