Senja

Senja
Husfjellet - Senja - Norwegia

niedziela, 11 października 2015

Zwierzęta spotkane w Rumunii


Podczas naszej wyprawy po Rumunii spotkaliśmy bardzo dużo różnych stworzeń. Oczywiście najwięcej było psów różnego rodzaju, ale zdarzały się - i to nierzadko - inne zwierzątka duże i małe. 
Najpierw opowieść o gromadce psów:
To pierwsza sunia, którą spotkaliśmy stojąc na światłach na odcinku remontowanej drogi. Była bardzo słodka. Patrzyła na każdego kierowcę z nadzieją, że coś dobrego dostanie lub zdobędzie choć na moment uwagę człowieka. Czasami człowiek się zastanawia, dlaczego psy tak nas kochają?  
Pod zamkiem Calnic

Wygłodniałe pieski przy zamku Calnic. Jeszcze nigdy nie widzieliśmy, żeby psy tak walczyły o suchy chleb...

 




Na kampingu w miejscowości Sighisoara - głodny i mocno wystraszony piesek łapał kanapkę w locie, uciekał z nią do lasu i po spożyciu wracał po następną.


Kolejna sunia to jedna z grupy psów pasterskich. Niesamowicie chuda i wygłodniała. Zjadła cały bochenek chleba i wcale nie wyglądała na strasznie najedzoną. 
A to już drugi piesek z tej samej gromady. Charakterystyczną cechą wszystkich tych psów było obcięte jedno uchu, no i to, że były bardzo chude i smutne.
Stado owiec i pilnujące je psy spotkaliśmy na noclegu przy trasie Transfogarskiej.

Wyprawa na Moldeveanu.
Podczas wyprawy na najwyższy szczyt Rumunii musieliśmy przenocowć na jeziorkiem - Lacul Podragu. Tam też spotkaliśmy kolejnego białego pieska, który tak nas sobie upodobał, że spędził z nami cały 
Obiad

wieczór, noc przy namiocie, a następnie przewędrował z nami z powrotem do obozu przy trasie Transfogarskiej. Tam uwzględniliśmy naszego wędrowcę podczas przygotowywania kolacji i psinka dostała swoją porcje makaronu wraz z sosem konserwowo-mlecznym. 


Dużo piesków była naprawdę chudych i wygłodniałych. Postanowiliśmy, że podczas naszego przejazdu  przez Rumunie wdrożymy program "Nakarm psa". Codziennie  kupowaliśmy dodatkowy chleb i pasztetową w supermarkecie i przygotowywaliśmy kanapki dla potencjalnie możliwych napotkanych psiunciów.  


Ceny bardzo przystępne więc te ok. 5 zł dziennie nas nie zrujnowały, a radość psiaków - bezcenna. 

Delta Dunaju
 






Delta Dunaju była jednym z fajniejszych doświadczeń tego wyjazdu. Nie najtańsza, ale mimo wszystko warta swojej ceny. Nasz przewodnik - sternik był bardzo sympatycznym, mądrym człowiekiem. Kiedyś rybakiem, dlatego bardzo wrażliwym na los ryb i innych zwierząt tam widzianych. Potrafił wypatrzeć bardzo dużo stworzeń i bardzo szczegółowo nam o nich opowiadał. 
Podczas przejażdżki uratowaliśmy kilka stworzeń zaplątanych w sieci: były to dwa szczupaki, które utknęły w oczkach sieci i do rana by zdechły, mały kormoran oraz dwa raki.

A oto inne stworzenia, które spotkaliśmy podczas wycieczki po Delcie Dunaju.
Szczudłonogi - niełatwy do wypatrzenia
Ibis


Kojot - podobna przekleństwo
 dla żyjących tam ptaków



Orzeł bielik


Czapla szara
Pelikany
Pelikan rozpoczyna start
od skoków po tafli wody




Maleńki niebieski ptaszek
Kto wie, co to jest?













Niebieski ptaszek, którego goniliśmy wśród szuwarów





Sokół
Podczas tej wycieczki nasz przewodnik zabrał nas na jedną z wysepek, na której okresowo mieszkają rybacy, którzy dostarczają ryby z Dunaju do lokalnych barów i sklepów. Na wysepce spotkaliśmy mnóstwo kotów i jednego psa. Kotów naliczyliśmy 13, ale mogło być ich jeszcze więcej. Dużo było bardzo młodych kociaczków. 


Inne stworzenia rumuńskie:


Stado owiec na szlaku na najwyższy szczyt.
... i to w górnej partii szlaku - ok. 2300 m n.p.m.















Osiołki chodziły po całej dolinie.
Poruszały się w idealnym rządku
po trasie z 
przełęczy

Osiołki pasące się przy schronisku - Cabana Podragu na wysokości ok. 2140 m

Samowypas ;-)


A to już wersja udomowiona....

Kotek bez ogonka - Sybin

A teraz z profilu...;-)
Koty spotkane w monasterach

Koty to część monasterów.
W ogóle nie zwracają uwagi na turystów

Mama i gromadka piękności

Rodzinna scenka na zamku Rasnov
Łabędzie przy fosie zamku Fogarasz


Przy Transalpinie - konie w dzikiej scenerii
... i jeszcze więcej


 


Typowy widok na rumuńskich drogach

A tu nawet z tablicą rejestracyjną.

czwartek, 8 października 2015

Transfogarska - lipiec 2015

Szosa Transfograska to najsłynniejsza droga Rumunii wybudowana w latach 70-tych XX wieku przez dyktatora Ceaușescu.
Przecina ona z północy na południe najwyższe pasmo rumuńskich Karpat, czyli Góry Fogarskie.

Trasa Transfogarska, czyli droga krajowa 7C liczy 151 km. Od południa biegnie od miasta Pitesti. My wjeżdżamy na nią po 30 km w miejscowości Curtea de Argeş, gdzie wcześniej zwiedzamy cerkiew o przepięknej architekturze. Z cerkwią związana jest popularna legenda o rumuńskim Ikarze, mistrzu Manole. My również mamy swoją historię związaną z tym miejscem, bo udzielamy pierwszej pomocy kobiecie, która zasłabła pod cerkwią. Dzięki szybkiej i skutecznej akcji zyskujemy sympatię rumuńskich kobiet  - koleżanek zasłabniętej :-).


27 km od Curtea de Argeş znajduje się Zamek Poenari -  historyczna twierdza Włada Palownika, czyli Drakuli.  Więcej szczegółów na temat twierdzy w planowanym poście o zamkach Rumunii.





 







Kolejną atrakcją przy trasie jest olbrzymia zapora na rzece Ardżesz o wysokości 160 m. Jeżeli ktoś lubi chodzić i nie boi się schodów to przy zaporze znajdują się punkty widokowe, z których można podziwiać zaporowe jezioro Vidraru, Jezioro ma długość ok. 14 km i maksymalną głębokość ponad 150 m.
Jezioro Vidraru

 


Na wysokości około 1800 m zatrzymujemy się przy malowniczym wodospadzie i gdyby nie asfalt pod stopami można by się poczuć jak w drodze do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

 
 



 
Użytkownikami Trasy Transfogarskiej są również owce, osiołki i psy.
My cierpliwie czekamy aż stadko przejdzie przez drogę, ale miejscowi przejeżdżają między zwierzakami - na szczęście bez uszczerbku na zdrowiu czworonogów ;-)




Przy tej pięknej trasie rozbijamy obozowisko i spędzamy 2 noce. Pierwszą - przed trekkingiem na najwyższy szczyt Rumunii - Moldoveanu- 2544 m (tutaj opis trasy) drugą - po powrocie z dwudniowego górskiego wypadu.
 


Z naszego noclegu  mamy świetny widok na drogę - obserwujemy rodaków, którzy zabytkowymi (lub prawie zabytkowymi) samochodami pną się po Transfogarskich serpentynach.



   W najwyższym punkcie trasy (2034 m n.p.m.) przejeżdżamy przez najdłuższy tunel Rumunii. Po wyjeździe z tunelu widzimy mocno komercyjną stronę Transfogarskiej - mnóstwo kramów, handlarzy, samochodów. Jeżeli uda się zaparkować gdzieś samochód to można przespacerować się nad polodowcowym jeziorem Balea - ludzi też sporo, ale widoki naprawdę ładne.
Jezioro Balea




 Nad jeziorem znajdują się dwa schroniska turystyczne. W jednym z nich udaje nam się zakupić mapę Gór Fogarskich.


Przy zjeździe w kierunku miejscowości Cârtişoara podziwiamy widoki znane nam ze zdjęć, czyli wijącą się w dolinie wstęgę najsłynniejszej rumuńskiej trasy.















wtorek, 6 października 2015

Transalpina - lipiec 2015

Podczas naszej rumuńskiej wyprawy nie mogło zabraknąć przejazdu najwyżej położonymi drogami Rumunii, czyli Transalpiną i Tansfogarską.

Transalpina przecina Góry Parang i w najwyższym punkcie- na Przełęczy Urdele osiąga wysokość 2145 m n.p.m. 
Na Transalpinę, czyli drogę 67C wjeżdżamy w miejscowości Sebes. Po około 45 km dojeżdżamy do tamy i miejsca przy którym zastanawiamy się, czy nasz nissan note podoła tej szosie... Wyjeżdżający z tej drogi golf zachęcił nas do podjęcia tego ryzyka.
Przy tamie zaczyna się "ciekawsza" droga...




 Okazało się, że nie taki diabeł straszny... ;-)




 

Owszem zdarzają się odcinki bez asfaltu, ale nie jest to jazda ekstremalna. 
Droga przez większą część prowadzi lasem, a piękne krajobrazy ukazują się głównie przy zbiornikach wodnych oraz na wysokości około 2000 m.
Trochę więcej emocji wzbudza miejsce, w którym leżą kamienie i głazy staczające się z góry na drogę. Na szczęście nie jesteśmy świadkami tego zjawiska, choć obawy były... ;-)

 
Nocleg przy Transalpinie, nad rzeką Lotru
Cała trasa liczy 135 km. Wiemy już, że w najwyższym punkcie  drogi nie uda nam się być przed zachodem słońca...  Znajdujemy nocleg tuż przy Transalpinie, nad rzeką. 




 Miejsce - gdyby nie  wszechobecne śmieci - jest całkiem sympatyczne i co ważne nocleg jest darmowy. 

 






Wstajemy wczesnym rankiem. Szybko zwijamy nasze obozowisko i gnamy z nadzieją na piękne widoki.
 





Na wschód słońca nie zdążyliśmy, ale o godzinie 6 rano też było pięknie i przede wszystkim pusto - cała trasa nasza!














 



W pobliżu najwyżej położonego punktu widzimy mini osiedle kramików z pamiątkami. Jest wcześnie, więc handlarze dopiero zaczynają wykładać swoje suveniry.


 Już przy zjeździe z przełęczy, na wysokości około 1800 m zatrzymujemy się na śniadanie. 
Miejsce dla miłośników gór wymarzone - z pięknym widokiem na szczyty. Ruch na trasie nadal mały. Obserwujemy jak załadowane ciężarówki z mozołem pną się w górę.
Transalpinę zdecydowanie polecamy. Widoki może nie są tak spektakularne jak na Transfogarskiej, ale jest mniej uczęszczana i w końcu jest najwyżej położona drogą w Rumunii!

piątek, 2 października 2015

Banikov - Tatry Słowackie

Banówka (słow. Banikov 2178 m) to kolejny szczyt w słowackich Tatrach Zachodnich, który dostarcza emocji zbliżonych do tych przeżywanych na grani Tatr Wysokich.

 
Banikov to najwyższy szczyt zdobyty podczas tego wypadu, ale wędrując główną granią Tatr Zachodnich "zaliczamy" jeszcze 5 innych dwutysięczników. 





Na wędrówkę wybieramy się w sierpniu 2015. Liczymy, że w Tatrach Słowackich będzie mniej tłoczno niż u nas.
Wyruszamy z parkingu w Zverovce (1090 m.)
Szlak (niebieski) początkowo prowadzi zakosami ostro w górę pod nowym wyciągiem (sześcioosobowa kanapa). 

Brestova (1934 m)
Korzystając z kolejki o długości 2 km można sobie znacznie skrócić dojście na pierwszy szczyt, który my maszerując osiągamy po ok. 2 godzinach - Brestova (1934 m). Na szczycie jest dosyć tłoczno, więc nie zabawiamy tam długo i czerwonym szlakiem zmierzamy w stronę Salatyńskiego Wierchu. 

Po 40 min. stajemy na szczycie pierwszego w dniu dzisiejszym dwutysięcznika - Salatyn (2048 m). 





Spalona (2084 m)


Kolejny szczyt osiągamy po godzinie niezbyt forsownego marszu - Spalona (2084 m)


Szlak praktycznie cały czas prowadzi granią. Nie jest, ale zdarzają się odcinki, gdzie ekspozycja jest znaczna, więc trzeba uważnie stawiać kroki.
  




Ze Spalonej schodzimy lekko w dół na małą przełęcz, z której ostrą skalistą granią zaczynamy wchodzić na kolejny szczyt  - Pachola (2166 m). Podejście - patrząc z odległości kilkuset metrów - wyglądało na bardzo wymagające, ale okazało się raczej bezproblemowe, a w razie czego można było zaasekurować się łańcuchami. 
Banówka (Banikov 2178 m)
Z Pacholej schodzimy ponad 100 m na Banikowską Przęłęcz (2040 m), gdzie znajduje się węzeł szlaków. Dochodzą tutaj szlaki z Doliny Jałowieckiej (niebieski) i Doliny Spalonej (żółty). 


My wędrujemy dalej szlakiem czerwonym i po godzinie stajemy na Banówce (2178 m).
Szczyt jest oblegany przez turystów, więc idziemy dalej, żeby móc odpocząć bliżej natury. 

 
Zejście nas trochę zaskakuje, bo trzeba skorzystać z rąk, ale to miłe urozmaicenie szlaku. 
Dalsza droga jest dość mocno eksponowana i naprawdę wymaga dużej uwagi. Niestety zdjęcia tego odcinka nie zostały zrobione - ręce zajęte były asekuracją... ;-)
W drodze do Smutnej Przełęczy (1962 m) wchodzimy jeszcze na dwa dwutysięczniki - Hruba Kopa (2166 m) i Trzy Kopy (2136 m). Ten ostatni szczyt robi szczególne wrażenie, bo przepaściste wielkie ściany od razu przywodzą na myśl Tatry Wysokie, a szlak biegnący granią przypomina Orlą Perć i wymaga od turysty odporności na przepaście.
Rohacz Płaczliwy (2125), Ostry (2088), Wołowiec (2064)


Z okolic Smutnej Przełęczy podziwiamy szczyty z naszego lipcowego wypadu - Rohacze i Wołowiec
 

Smutna Przełęcz (1962 m)



 Z przełęczy schodzimy do Doliny Smutnej. Mimo zmęczenia, które już daje się we znaki przyspieszamy tempo, a to z powodu wody, która skończyła nam się w Smutnej Dolinie...
Do Tatliakovej Chaty docieramy prawie biegiem, ale woda smakuje jak rajski napój :-)
Całość wycieczki zajęła nam około 9 godzin.
Trasa naprawdę godna polecenia. Większość czasu spędzamy wędrując granią, więc cudowne widoki mamy zagwarantowane!*


*za brak widoków spowodowanych mgłą i chmurami autorzy posta nie ponoszą odpowiedzialności ;-)